wtorek, 9 marca 2010

Zygzakowa porażka


Jednak się na razie zraziłam i nie będę próbować dalej zygzaka. Najlepsze co mi się udało uzyskać to ten brzeg


Na razie nie wiem gdzie jest problem, czy to wina maszyny czy moja, więc mam zamiar zająć się szyciem na prosto. Bo to już mi zaczyna trochę lepiej iść. Wpadłam w odpowiedni rytm pedałowania i już mi nie robi różnicy, że nie mam tej elektryki.

piątek, 5 marca 2010

Koniec z pętelkami!


Udało się! Zwalczyłam pętelki!
Chodzi oczywiście o te pętelki, które mi się robiły na dole szwu.
Wzięłam do ręki instrukcję, pokombinowałam z napięciami nici i udało się. Dolna nić była zbyt luźna. Teraz już jest ok i pętelek nie ma.
W związku z tym zaczęłam zabawę i próbuję zrobić zygzakowaty ścieg. Na razie z marnymi skutkami, ale nie zrażam się. Może coś nowego niedługo powstanie?

piątek, 1 stycznia 2010

Jak zrobiłam indyjskiego anioła


Przygotowanie indyjskiego anioła zaczęłam od zaprojektowania go i wykrojów do niego. Robiłam to w komputerze, więc łatwo mogę się moim dziełem podzielić. Wykroje umieściłam na wolnej licencji tutaj, więc jeśli znajdzie się ktoś, komu się mój aniołek spodobał to łatwo go może skopiować.

Do wykrojów trzeba oczywiście dodać po około centymetra na szycie. Potrzebne są: jedna część A (pas idący przez ramię), cztery części B (skrzydła), dwie części C (tułów z głową i ramionami) i jedna części D (spódnica).

Wykrojone części czekające na zszycie



I w trakcie przyszpilowania



Pas i spódnicę obszyłam maszynowo po zawinięciu brzegów dodanych do wykroju. Natomiast każde ze skrzydeł i tułów zszyłam na lewej stronie z dwóch części (przód i tył). W przypadku skrzydła zostawiłam niezszyty bok a w tułowiu dół. Przez te dziury przeciskałam te elementy na prawą stronę. Nie powiem - przeciśnięcie głowy to było niezłe wyzwanie. Chyba gdyby głowa była osobnym elementem od tułowia to by dużo ułatwiło. Po przerzuceniu na lewą stronę wyprasowałam każdy z elementów.

Tułów po zszyciu (jeszcze na lewej stronie).




Kiedy kawał materiału na spódnicę miałam już obszyty zaprasowałam na nim plisy (zaznaczone są na wykroju cieńszą linią) i zszyłam je ręcznie u góry. U dołu nie są zszyte, aby spódnica mogła się tam rozłożyć. Podobnie pośrodku materiału na pas przez ramię zszyłam jedną fałdkę.

Kiedy wszystkie elementy były już gotowe doszyłam je ręcznie do siebie. Większość zszyć jest zamaskowana przez pas idący przez ramię.
Najwięcej pracy zajęło mi udrapowanie spódnicy. Prawdę mówiąc cały czas nie jestem zadowolona z efektu tego drapowania. Ale następnym razem będzie na pewno lepiej!


czwartek, 31 grudnia 2009

Anioł indyjski


Dzięki Antoninie i jej "Anielskiej zabawie" zakończyłam ten rok aniołkiem uszytym na maszynie. Ponieważ jestem na wywczasach tym razem szyłam na "normalnej" maszynie. Było dużo łatwiej niż na mojej. Każdy z elementów był szyty maszynowo, razem zszyłam je ręcznie.

Tańce indyjskie to jedna z moich głównych pasji, więc od razu założyłam, że mój anioł będzie indyjski. Pozycja i strój aniołka jest wzorowany na tancerkach bharatanatyam - jednego z klasycznych tańców indyjskich.

A oto i mój anioł. Opis jak został zrobiony i wykroje zamieściłam w kolejnym poście.


środa, 9 grudnia 2009

Kieszonka polarowa na pieluchę


Zaczęłam. Najpierw co chwila zrywała mi się górna nitka, potem wciągnęło strzępek polaru do machiny. Przy wyjmowaniu strzępka wypadł mi ze swojego miejsca bębenek z dolną nicią i radośnie poturlał się przez pół pokoju. Od razu znikąd pojawił się kot i po chwili oboje byliśmy omotani granatową nicią. Gdy opanowałam sytuację, włożenie z powrotem bębenka okazało się ponad moje siły i musiałam wyciągać instrukcję obsługi (nienawidzę peerelowskich instrukcji obsługi, czy ktoś je w ogóle rozumie?) Przy okazji odkryłam źródło moich problemów - wydawało mi się, nie wiem czemu, że jak szyję to koło zamachowe powinno iść do przodu, instrukcja powiedziała, że odwrotnie. Jak w końcu udało mi się zrobić kawałek prostego ściegu, to okazało się, że szyłam na ukos i zanim materiał skończył mi się wzdłuż to już skończył mi się w poprzek. To znaczy zjechałam z materiału. No i zaczęło się prucie. Nikomu nie życzę prucia spartolonego szwu z polaru. Szew, który stworzyłam wyglądał jak siedem nieszczęść, ale trzymał skubaniec porządnie. Kiedy nareszcie skończyłam, to już byłam w takim stanie psychicznym, że nic mnie nie obchodziło, że z dolnej strony szwu co jakiś czas wystaje skołtuniona pętelka. Nieważne. Ważne, że się trzyma, ma założony kształt i po przerzuceniu na prawą stronę szwu nie widać. Oto i moje pierwsze użytkowe dzieło szyciowe - kieszonka polarowa na pieluchę:



Teraz powinny się posypać pytania, ale co to do jasnej Anielki jest? Jest to pieluszka - kieszeń o wymiarach 12 cm na 40 cm, w którą wkłada się wkład chłonny. Polar ma takie właściwości, że odprowadza wilgoć i w ten sposób cała "mokrość" jest wewnątrz, a przy pupie dziecka suchutko. Moje arcydzieło będzie więc służyło jako pielucha na noc. W dzień stosujemy po prostu tetrę z otulaczem, ale w nocy dotychczas dziecko jechało na jednorazówkach.
Tak to wygląda w praktyce. Do przytrzymania używam fabrycznego otulacza z PUL-u. Mam nadzieję, że do czasu aż moje dziecko wyrośnie z pieluch nauczę się szycia na tyle, żeby uszyć pieluchę, która nie będzie potrzebowała otulacza. Jak nie to trudno, trzeba się będzie postarać o następne.





A tak wygląda gotowe Dziecko o Wielkim Odwłoku. Na szczęście polar jest miękki i jak Maluszek leży na plecach to odwłok się uklapia i nie przeszkadza.



Tak, wiem, że zszycie prostokąta w dwóch miejscach to żadne osiągnięcie, ale dla mnie naprawdę jest to dużo.

Moja piekielna maszyna


Oto ona, moja maszyna do szycia, monstrum do okiełznania:



Jest to Łucznik 466. Wadą jego jest to, że ma zepsuty mechanizm elektryczny i działa tylko pedał "mechaniczny". Głównym moim problemem obecnie jest okiełznanie tego pedału, coby szyć w tę stronę co chcę i w równym tempie. Jest ciężko, ale wierzę, że się uda i potwór mi ulegnie.

Początkowo nazwałam tego bloga "Szycie od zera", ale tak naprawdę trochę już w życiu zdarzyło mi się uszyć. Tyle że ... ręcznie. Z maszyną miałam do czynienia ostatnio w podstawówce na lekcjach techniki. Wtedy też Babcia pokazywała mi trochę na swojej maszynie, bardzo starej (dla mnie wtedy wydawała się przedpotopowa), która też chodziła tylko na pedał. Mam więc nadzieję, że w końcu moje nóżki przypomną sobie jak należy się z tym obchodzić i stworzymy razem z Potworem dużo fajnych materiałowych rzeczy.
 

Copyright © 2008 Designed by SimplyWP | Made free by Scrapbooking Software | Bloggerized by Ipiet Notez | Distributed by Deluxe Templates